- Mood:
Grumpy - Listening to: Soko - Shitty day
Od rana mżyło więc gdy wychodziłam z budynku, w którym codziennie spędzam około siedmiu męczących godzin ledwo co zauważyłam ten fakt. Ale ten ułamek sekundy wystarczył aby jeszcze bardziej popsuć mi mój i tak już podły nastrój. W sumie nie był aż tak zły, byłam po prostu zmęczona. Autobus jak zwykle miał przyjechać dopiero za pół godziny, dlatego szłam powoli i ze strasznym ociąganiem, jakby droga na przystanek zajmowała mi cały dzień, a ja zmęczona po trudach wędrówki opadała z sił. Ale na przystanek można dojść w pięć minut, więc szłam w swoim ślimaczym tempie podtrzymując rozmowę na wszelkie możliwe sposoby, zresztą z tobą łatwo mi się rozmawia, zawsze znajdziemy jakiś choćby najbardziej prozaiczny temat do obgadania. Głowa cały czas mi pulsowała, a może było to jedynie złudzenie - w każdym razie dawka paracetamolu jaką otrzymałam od szkolnej pielęgniarki pomogła. Rozmyślając o tym i o tamtym, a także rozmawiając o jednostkach pojemności (większy jest GB czy MB ? ) doszłyśmy do skrzyżowania, na którym zazwyczaj mówimy sobie "cześć", "pa", "do jutra" przeciągając ten moment w nieskończoność. Kątem oka zauważyłam, że zaczyna kropić, a po chwili poczułam, że grzywka ściśle przylega mi do czoła, więc pożegnałam się z tobą szybciej niż zazwyczaj. Już w tamtej chwili wiedziałam, że pod oczami mam czarne smugi tuszu do rzęs, choć potwierdzenie w odbiciu w lustrze dostałam nieco później.
Moje włosy, całkowicie nieodporne na wilgoć, napuszyły się i poskręcały, kurtka ociekała wodą, a moje buty przy każdym kroku wydawały z siebie ciche chlupnięcie. Wiał silny wiatr, każdy jego lodowaty podmuch przyprawiał mnie o dreszcze.
Wyglądałam uroczo.
--
--
Lay it low!
Previous PageNext Page